Jaki koń jest...?
Pięć lat temu napisałam do Gazety Szkolnej (nr 35, 2004 r.) artykuł zatytułowany „Czy leci z nami pilot?” Skłoniła mnie do tego lektura tygodnika Stern z 1999 roku, w którym znalazłam publikację na temat katastrofalnego stanu niemieckiej oświaty. Przedstawiono w nim wyniki testu sprawdzającego ogólną wiedzę uczniów w wieku od 14 do 16 lat. Według gazety Stern wyniki testu wstrząsnęły Niemcami. Niemieccy uczniowie byli już wcześniej poddawani kilku międzynarodowym testom z matematyki, gdzie wypadali zawsze słabo, więc przyzwyczajono się już do tego, że w testach matematycznych lokowali się daleko za uczniami z Singapuru, Korei czy Japonii. Teraz okazało się, że wiedza ogólna też nie była ich mocną stroną. Jak pisze gazeta, przez Niemcy przetoczyła się wówczas ogólnonarodowa dyskusja na temat edukacji. Nauczyciele zarzucali swoim uczniom kompletny brak zainteresowania przedmiotami szkolnymi oraz brak zaangażowania i aktywności niezbędnej do tego, aby można było przeprowadzić ciekawe lekcje. Uczniowie, z kolei, twierdzili, że nauczyciele postrzegają ich jak maszyny, do których można ładować wiedzę. Kpili np. z lekcji biologii, na których zamiast pójść do lasu, tkwią w szkole i gapią się na rysunki i modele. Pracodawcy zaczęli zgłaszać, że coraz częściej zdarza się, że praktykujący u nich uczniowie nie potrafią pisać i czytać... W wyniku tej otwartej i szczerej dyskusji społecznej przykra prawda wyszła na światło dzienne – z oświatą dzieje się źle. Jej obraz, to agresywni uczniowie, sfrustrowani nauczyciele i zdenerwowani rodzice. Ponadto zauważono, że grono pedagogiczne starzeje się, liczba uczniów w klasach jest za duża, zbyt często zmieniają się nauczyciele i zbyt często wypadają lekcje.
Pisząc o tym do Gazety Szkolnej porównywałam opisaną w Stern edukacyjną rzeczywistość w Niemczech z 1999 roku, z naszą polską sytuacją edukacyjną w 2004 roku. Mogłam to zrobić wyłącznie z własnej perspektywy – z punktu widzenia nauczyciela. A co mógł zauważyć każdy polski nauczyciel? Mógł zauważyć, że u nas nie jest lepiej. Mało tego, polscy gimnazjaliści w międzynarodowym teście PISA lokowali się jeszcze za Niemcami. Dlaczego więc u nas nie odbywa się taka prawdziwa, szczera i konstruktywna dyskusja? Dlaczego nasze społeczeństwo tak łatwo obarcza nauczycieli winą za mizerię edukacyjną? Dlaczego nasi uczniowie osiągają niezadowalające efekty, mimo ogromnego wysiłku i starań nauczycieli? Ile jeszcze kursów doskonalących, szkoleń i studiów podyplomowych muszą ukończyć nauczyciele, żeby wreszcie ktoś zauważył, że to nie w słabych kwalifikacjach nauczycieli leży przyczyna problemu. Dlaczego zdanie nauczycieli tak mało się liczy?
Od roku 2004 minęło 5 lat, ale to o czym pisałam wtedy w Gazecie Szkolnej jest w dalszym ciągu aktualne. Zmiany, które zachodzą w polskiej szkole dalej są nauczycielom narzucane. Z jednej strony nauczyciele mają w szkole kształtować u uczniów postawy obywatelskie, mają rozwijać w nich aktywność i umiejętność twórczego rozwiązywania problemów, a z drugiej strony sami są traktowani jak żołnierze, którzy w obliczu faktów dokonanych muszą bez dyskusji wykonywać polecenia płynące „z góry” – zdanie nauczycieli w ogóle się tu liczy.
A co jeszcze się nie zmieniło? W dalszym ciągu oczekuje się, że nauczyciel przeprowadzi w szkole zajęcia metodami aktywizującymi w warunkach, na jakie nikt inny - poza szkołą, by się nie zgodził. Czy widział ktoś efektywną naukę na kursach np. języków obcych, obsługi komputera, nurkowania, czy nawet na tych podnoszących kompetencje nauczycieli, które odbywałyby się w ciasnej sali wypełnionej trzydziestoma uczestnikami? Organizatorzy tych pozaszkolnych zajęć dobrze wiedzą, że skuteczna nauka, to nauka oparta na aktywności uczniów, a ta wymaga małych grup i sal, w których można tworzyć warunki do ćwiczeń i samodzielnej pracy. W przeciwnym wypadku można tylko opowiadać uczniom jak się np. pływa, a oni nawet się tego nauczą i pięknie to wszystko powtórzą, ale jak wejdą do wody, to się utopią, a winny będzie nauczyciel.
Kolejna sprawa, to życzeniowe i niestety jak widać trwałe myślenie na temat możliwości przeprowadzenia zajęć laboratoryjnych, czy warsztatowych, opartych na samodzielnej pracy uczniów i doświadczaniu przez nich prób i błędów w procesie dochodzenia do rozwiązania problemu w czasie zaledwie 45 minut. Uważam, że w takim czasie jest to niemożliwe i jestem pewna, że zgodzi się ze mną każdy nauczyciel fizyki, chemii czy biologii. Nauczyciele tych przedmiotów zapewne niejednokrotnie uczestniczyli w szkoleniach, podczas których przekonywano ich jak duże znaczenie odgrywa w nauczaniu przedmiotów przyrodniczych eksperyment. My to zresztą dobrze wiemy (jestem nauczycielem fizyki), nie wiemy jednak jak to zrobić w około 30-osobowej grupie, w ciasnej sali, w ciągu 45 minut, z których część trzeba jeszcze przeznaczyć na sprawy organizacyjne. Dopóki nie będzie zajęć zblokowanych po dwie godziny lekcyjne, dopóty z braku czasu nauczyciel będzie sam demonstrował zjawiska, a uczniowie będą tylko z daleka je obserwować. W takiej sytuacji uczniowie siedzący trochę dalej w ogóle nic nie widzą i tracą zainteresowanie. Nauczyciel, kontrolując czas, będzie w dalszym ciągu wszystko wyjaśniał i przekonywał o tym, do czego uczniowie powinni dojść sami, żeby poczuć ten dreszczyk emocji wynikający z satysfakcji, że się coś samemu odkryło i co ważniejsze, żeby nabrać przekonania, że się samemu potrafi!!!
Jest jeszcze jeden uciążliwy drobiazg, uwierający uczniów i nauczycieli, jak kamyk w bucie. Jest nim plan lekcji, w którym przedmioty są poukładane zupełnie przypadkowo. Co w tym złego? Uważam, że według takiego planu zaktywizowanie uczniów co 45 minut na inny temat jest po prostu niemożliwe. Wyobraźmy sobie jednak, że w jakiejś szkole wszyscy nauczyciele, mimo trudności, organizują swoje lekcje metodami warsztatowymi, wymagającymi aktywności i twórczego zaangażowania uczniów. Na pierwszej lekcji niech będzie np. historia. Każdy uczeń przez 45 minut jest twórczo zaangażowany w sprawy II wojny światowej. Kiedy jego umysł jest już na dobre zajęty tym problemem i nawet odczuwa rodzące się zainteresowanie tematem, dzwoni dzwonek na przerwę. A po przerwie stoi przed nim nauczyciel fizyki i przekonuje go jak to dobrze znać prawa przyrody i oczekuje twórczego zaangażowania w badanie zjawisk, dzięki którym uczeń sam dojdzie do wniosku, że zasada zachowania energii jest czymś tak ważnym, że nie można jej nie zauważyć i co gorsza nie znać. Może nawet dojdzie do wniosku, że świat jest jednak piękny, a przyroda wspaniała, bo jej prawa nie zależą od niczyjej woli, ani decyzji. Jeśli taka refleksja miałaby miejsce w powiązaniu z lekcją historii, to byłoby dobrze. Jednak mocne przeżycia na fizyce lekko zacierają już wrażenia z lekcji historii, a poza tym nie ma na to czasu, bo po przerwie jest lekcja języka polskiego, na której uczeń będzie przez 45 minut angażować się w analizę twórczości Juliusza Słowackiego i przy sprzyjających okolicznościach może nawet się wzruszy. Co z tego, jeśli o wzruszeniu trzeba będzie szybko zapomnieć, bo po kolejnej przerwie na biologii będzie zaangażowany w odróżnienie mitozy od mejozy, a potem jeszcze tylko język obcy i informatyka – wszystko oczywiście aktywnie i twórczo.
Proszę Państwa, teraz już całkiem poważnie, czy to jest normalne? Czy nie zapędziliśmy się z tym wszystkim zapominając o najważniejszym – o uczniu. Gdybym była uczniem we współczesnej szkole, nie wytrzymałabym. I myślę, że wielu uczniów właśnie dlatego sobie odpuszcza, bo widzą, że to jest jakaś, proszę mi wybaczyć, paranoja. Jeśli więc metody aktywizujące mają naprawdę być w szkole stosowane, to plan lekcji powinien być tak ułożony, żeby nie mieszać przedmiotów humanistycznych z przyrodniczymi. Może wtedy nie będziemy musieli czytać takich opinii jak ta: „Stan rzeczy, który wynika z badań PISA 2006 zmusza do myślenia o całkowitej przebudowie koncepcji kształcenia polskich uczniów w zakresie nauk przyrodniczych. Uwagi Banku Światowego, oceniające niekończące się reformy programowe w Europie Wschodniej, gdzie stałe zwiększanie zakresu przerabianych tematów i zmniejszanie liczby godzin na te przedmioty, lokują Polskę bliżej Ukrainy, a nawet Uzbekistanu, niż Oxfordu” - materiały dostępne w MEN. W tym miejscu mam ochotę na uwagę w stylu „a nie mówiłam?” – ale kto by słuchał opinii nauczyciela w tak ważnej sprawie jak reforma oświaty!
Pozostaje jeszcze zapytać dlaczego szkoły układają plany lekcji w taki sposób, że przypominają one ciężkostrawną papkę. Dlaczego nie tworzy się dwugodzinnych bloków tak, żeby w jednym dniu była tylko matematyka, fizyka i chemia oraz np. w-f? Uczniowie nosiliby wtedy do szkoły lżejsze plecaki, a w domu przygotowywaliby się tylko do trzech przedmiotów, a nie do sześciu, czy siedmiu. Wtedy też częściej udałoby się wyjść w teren, żeby obserwować przyrodę na żywo, a nie na obrazku. A może to co jest, to najlepsze rozwiązanie edukacyjne, jakie ludzkość wymyśliła i niepotrzebnie o tym piszę? Pięć lat temu zapraszałam do dyskusji na ten temat i teraz chętnie to zaproszenie powtarzam.
Chciałabym jednak zakończyć optymistycznie, tym bardziej, że są ku temu powody. W rozpoczynającym się niedługo nowym roku szkolnym 2009/2010 szkoła, w której uczę wchodzi pełną parą w realizację programu „Partnerzy w Nauce”, który jest finansowany ze środków Unii Europejskiej i koordynowany przez Uniwersytet Śląski. Jest to już drugi unijny projekt w naszej szkole. Skorzystają z niego uczniowie na zajęciach pozalekcyjnych. Ponadto rozpoczynamy współpracę z Wydziałem Nauk o Ziemi na Uniwersytecie Śląskim i pracujemy nad wspólnym programem nauczania fizyki i geografii. Z nadzieją i nowymi pomysłami przygotowuję się do kolejnego roku szkolnego i na tyle, na ile to możliwe, będę robić swoje.
Barbara Zegrodnik - nauczyciel
5
Warszawska Liga Debatancka dla Szkół Podstawowych - trwa przyjmowanie zgłoszeń do kolejnej edycji
Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022
Trwa II. edycja konkursu "Pasjonująca lekcja religii"
Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022
Redakcja portalu 23 Sierpień 2021
Redakcja portalu 12 Sierpień 2021
RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci
Redakcja portalu 12 Sierpień 2021
Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana
~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21
Ku reformie szkół średnich - część I
~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18
"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15
"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14