Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Sztuka w szkole, ale gdzie?

Marzena Żylińska, 10 Październik 16 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Czy w szkole powinno być miejsce na sztukę? Odpowiedź wydaje się oczywista i zapewne każdy odpowiedziałby: Tak! Ale w jaki sposób sztuka powinna zaistnieć w szkole?
 

Problemy pojawiają się, gdy zaczynamy zastanawiać się, gdzie powinno być miejsce sztuki (w sensie najbardziej fizycznym) i jak powinien wyglądać kontakt z nią. Czy dzieci i młodzież powinni jedynie uczyć się o największych kompozytorach i znać teorię, czy może powinni osłuchać się z najbardziej znanymi utworami i je rozpoznawać, czy może aktywnie muzykować, ucząc się gry na jakimś instrumencie? Czy wystarczy, że uczniowie będą czytać dramaty, czy może sami powinni je pisać, a potem przygotowywać własne przedstawienia? Czy wystarczy znajomość dzieł najwybitniejszych malarzy i rzeźbiarzy, czy może równe ważne jest aktywne poznanie różnych technik? Czy na lekcjach sztuki wystarczą podręczniki i zeszyty ćwiczeń, czy może dzieci powinny dostać sztalugi, pędzle do rąk, ubrudzić się i poznać zapach farby i rozpuszczalnika? Czy wystarczą podręcznikowe ilustracje glinianych naczyń, czy może powinniśmy dać dzieciom glinę, by same mogły poczuć, jak wygląda proces tworzenia? Oglądanie obrazków i samodzielne nadawanie kształtu glinie to dwa zupełnie różne procesy.

Kultura nauczania pod każdym względem różni się od kultury uczenia się. W tej pierwszej uczniowie widzą świat jakby przez szybę, dostają spreparowaną przez nauczyciela porcję wiedzy i mają ją sobie przyswoić. Ta perspektywa biernego odbiorcy dotyczy również sztuki. Ale oglądanie glinianych naczyń, to nie to samo, co ich tworzenie. Patrząc z perspektywy mózgu, w jednym i drugim przypadku aktywne, a więc i rozwijane, są zupełnie inne struktury. Reprodukowanie informacji na temat wielkich malarzy, to nie to samo, co samodzielne malowanie; czytanie o kompozytorach to co innego niż nauka gry na wybranym instrumencie. Rozmowa o rytmie to nie to samo co taniec.

W naszych szkołach jest dziś bardzo dużo słów! Słowa i ilustracje to zdecydowane zbyt mało, by rozwinąć wszystkie talenty, z jakimi dzieci przychodzą do szkoły. Natura wyposażyła nas w wiele zmysłów i każdy z nich jest ważny. Takie holistyczne podejście do nauki postulował już w XVIII wieku Johann Heinrich Pestalozzi i wielu innych reformatorów edukacji, a neurobiolodzy, używając zgoła innych argumentów, potwierdzają słuszność takiego podejścia. Jednak postulat holistycznego podejścia do edukacyjnego głównego nurtu wciąż się jeszcze nie przebił i od kilkuset lat uznawany jest za innowacyjny.

Sztuka to najlepszy sposób stymulowania rozwoju całego mózgu i aktywizowania wszystkich zmysłów. Taki rodzaj aktywności, umożliwiając zmysłowy kontakt ze światem, przygotowuje mózg do rozumienia abstrakcji. Dlatego uczniowie powinni w szkole nie tylko słuchać i czytać, ale również aktywnie wchodzić w rolę twórców. Powinni poznać zapach farb i gliny, trud pisania sztuk, czy gry na instrumentach. Od ponad dwustu lat wygląd szkolnych klas w zasadzie się nie zmienia. Z przodu wisi tablica, dziś multimedialna, przed nią stoi nauczyciel i objaśnia nowy materiał, a w ławkach siedzą uczniowie, których zadaniem jest reprodukowanie podanej wiedzy. Sale, w których uczniowie poznają sztukę, często nie różnią się od pozostałych. Czy w takich warunkach mogą rozwinąć się talenty dzieci? Czy w ten sposób można rozbudzić zainteresowanie kulturą wysoką, czy można wyrabiać poczucie smaku lub sprawstwa? A może w szkołach powinniśmy stworzyć sale malarstwa ze sztalugami i farbami olejnymi, może powinniśmy kupić koła garncarskie i piece do wypalania glinianych przedmiotów? Może uczniowie powinni pisać własne wiersze, opowiadania, czy sztuki? Czyż nie nauczyliby się wiele, mogąc je wystawiać w szkolnej sali teatralnej? Stosunek do sztuki kształtuje się od pierwszych lat życia, a wiele dzieci ma w domu jedynie kontakt z kulturą masową. Szkoła chcąc wyrównywać szanse dzieci ze słabszych środowisk, powinna wszystkim umożliwić kontakt z kulturą wysoką.

Pieniądze na edukację można wydawać na różne sposoby. Można by wydać je na stworzenie sal teatralnych, pieców do wypalania glinianych przedmiotów, sztalug, farb czy instrumentów. Uczniowie mogą siedzieć całe dnie w ławkach z przerwą na lekcje wfu. Ale, gdybyśmy jako społeczeństwo chcieli wydać pieniądze w taki sposób, mogliby w szkole śpiewać, tańczyć, malować, lepić, pisać i wystawiać sztuki. W kulturze nauczania dominuje reprodukowanie podanej wiedzy, a więc odtwarzanie schematów. Kultura uczenia się promuje kreatywność i innowacyjne myślenie. A do tego najlepiej nadaje się sztuka!

Można zadać sobie pytane, jak za dwadzieścia lat wyglądałaby Polska, gdyby młodzi Polacy mieli w szkole regularny kontakt ze sztuką i z artystami? Polska mogłaby wtedy stać się kolebką kreatywności. Nasza ojczyzna byłaby wtedy nie tylko piękniejsza, ale i bogatsza, bo rozwój zależy od zdolności nietypowego, a więc innowacyjnego patrzenia na świat. A to najlepiej robią artyści. O reformowaniu polskiej szkoły można myśleć w różny sposób. My wierzymy, że wprowadzenie do szkół sztuki i kontakt dzieci z artystami oznaczałby prawdziwą i głęboką zmianę, a jej owoce byłyby udziałem całego społeczeństwa.

Dlatego na naszej październikowej konferencji poruszaliśmy problem szkolnej architektury. Sztuka musi mieć w szkole swoje miejsce! Wyobraźmy sobie, jak mogłaby rozwijać się Polska (i polska gospodarka), gdyby szkoła rozwijała u uczniów naturalną dla dzieci kreatywność i innowacyjne myślenie. Odejście od pruskiego kanonu szkolnych przedmiotów przyniosłoby nie tylko korzyści dzieciom, ale i całemu społeczeństwu. Dlaczego więc sztuki w naszych szkołach jest wciąż tak mało? Dlaczego jest uczona teoretycznie z książek i zeszytów ćwiczeń (sic!)?

 

 

* * *


 
 O autorce:
Marzena Żylińska  

Marzena Żylińska

Zajmuje się metodyką i neuropedagogiką. Jest wykładowcą NKJO W Toruniu, studiów podyplomowych WSG "Neurodydaktyka z tutoringiem", prowadzi blog "Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce". W licznych publikacjach popularyzuje neurodydaktykę jako interdyscyplinarną dziedzinę nauki, opartą na badaniach mózgu, która stawia sobie za cel stworzenie nowych koncepcji pedagogicznych i inicjuje poszukiwanie przyjaznego mózgowi systemu edukacyjnego. Autorka książek "Postkomunikatywna dydaktyka języków obcych w dobie technologii informacyjnych" oraz "Neurodydaktyka". Jej celem jest stworzenie modelu szkoły, w której uczniowie będą mogli w pełni wykorzystać swój potencjał i rozwijać talenty.

 

Teskt ukazał się pierwotnie na blogu autorki w serwisie www.budzacasieszkola.pl

budząca się szkoła

 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
Aktualnie brak komentarzy. Bądź pierwszy, wyraź swoją opinię

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

#UOKiKtestuje - tornistry

Redakcja portalu 23 Sierpień 2021

RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

"Moralność pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej lekturą jubileuszowej, dziesiątej odsłony Narodowego Czytania.

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

Poznaliśmy laureatów I edycji ogólnopolskiego Konkursu "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 19 Lipiec 2021

Rusza konkurs "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 10 Maj 2021


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej